Do znanej z filmu miejscowości dojeżdżam pół godziny przed południem i co mnie zaskakuje to nie spotykam tu żadnych śladów mówiących o nagrywanych filmach, oprócz drogi na której stali policjanci i łapali szybko jadącego swym autem Bociana. Ciekawostką jest to, że i dzisiaj stoją policjanci i łapią przekraczających szybkość jadących z górki od strony Sofipolu. Zawracam i wspinam się pchając rower pod miejscową górę Świętej Anny na której znajduje się wieża widokowa do której nie docieram, bo z rowerem nie dojdę, a na drodze nie całkiem pusto. Jest sporo turystów. Siadam na pieńku by się posilić a przed oczami maślak. Nie zrywam, nie mam co z nim zrobić. Pojedzony ruszam dalej. Teraz już z górki, więc ok., pedałuję w stronę Zalewu Siemianówka, mijając po drodze różne cerkwie w różnych miejscowościach i mosty nad Supraślą i Narwią. Przed dobiciem do siedemdziesiątego kilometra dopada mnie straszny kryzys. Ból w nogach zaczyna się tuż nad kostkami a kończy aż na tyłku. Jest bardzo gorąco. Piję już chyba czwarty litr wody. Uzupełniam elektrolity i po kwadransie przeleżanym w lesie na trawce jadę dalej. Wyprzedzają mnie dwaj goście z sakwami, ale suną tak, że nie ma szans dowiedzieć się dokąd mkną. Green Velo prowadzi mnie okrężną dróżką, której ponad pięć kilometrów to świeżo położony asfalt tak na jezdni , jak i na ścieżce przeznaczonej dla rowerzystów. Fajnie się jedzie tak więc po przebyciu dzisiaj 85 kilometrów jestem wreszcie nad zalewem Siemianówka. To już nie ten zalew który pamiętam sprzed 32 lat, bez ludzi z wieloma darmowymi miejscami do zanocowania. Dziś to zagospodarowane przez operatywnych miejsce z plażą, miejscami biwakowymi i wypożyczalniami sprzętów wodnych. Można też zjeść i wypić co czynię by złapać chwilę oddechu i odjeżdżam do pobliskiego lasu by zanocować. Za mną dziś przekroczone 88 km a ja jestem tak wymęczony że idę spać już o dziewiętnastej i śpię do siódmej rano co pomaga mi w uśmierzeniu wszelkich mięśniowych boleści :-)