Nie chce mi się wstawać bo ciągle kropi, no ale pęcherz zmusza do wyjścia. Okazuje się że słonko już operuje, tylko ja w cieniu, a słyszane krople obijające się o tropik. kapią z dębu pod którym się rozbiłem, gdy zawiewa wiatr. Szybkie zwijanko i dalej w drogę. Przez Zbereże i Wolę Uhruską tym razem nie obok pól dyniowych, a tytoniowych gdzie akurat trwa zbiór tytoniowych plonów, są też barany biegające mi przed kołami. Mijam Uhrusk a w Siedliszczach na dłużej odjeżdżam od Green Velo, który odbija od granicy w stronę Chełma. Na zwiedzanie Chełma przeznaczyliśmy kiedyś specjalnie dwa dni, dlatego ja dalej trzymam się dróżek wzdłuż granicy i Bugu. Mijam kolejny most pod którym płynąłem kilka lat temu, tym razem nad Uherką i za Marysinem odbijam do Hniszowa. Wioski w której rośnie Dąb Bolko który zawdzięcza swą nazwę legendzie która głosi, iż pod tym drzewem odpoczywał Bolesław Chrobry podczas wyprawy na Kijów w 1018 roku. Potężne drzewo, w dużo lepszym stanie niż słynny Bartek ze Świętokrzyskiego. Sesja wielozdjęciowa, posiłek pod wiatą turystyczną i dalej w drogę. Po drodze Świerże przed którymi tablica o zabytku którym jest Zespół Dworsko Parkowy. Wjeżdżam słabo wydeptaną ścieżką i nie znajduję niczego ciekawego a nawet gubię drogę zmuszony do wypychania roweru przez jakieś chaszcze i cudzą łąkę ponownie na główną drogę. Podjeżdżam jeszcze pod miejscowy kościół obok którego tablica z planem parku i lepszym wjazdem. Wjeżdżam jeszcze raz, tym razem aleją grabową, która doprowadza mnie do alei kasztanowej która to jakimś cudem doprowadza mnie do miejsca w którym wjechałem tu za pierwszym razem :-). No to dalej, do punktu widokowego przy Granicy Państwa na Bugu, kilka zdjęć miejscowości i znajduję się w Chełmskim Obszarze Chronionego Krajobrazu. Jadąc dalej mijam drogę prowadzącą do przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin. To pierwsze przejście po drodze z kolejką tirów, pewnie dlatego że to również pierwsze które mijam graniczące z Ukrainą. Do Białorusi kolejek, ani nawet ruchu zbyt dużego nie widziałem. Kawałeczek dalej w Dorohusku-Osadzie oglądam zewnątrz Pałac Suchodolskich i pedałuję dalej. Pojawia się przede mną tablica Bitwy pod Dubienką z 1792 roku. Odbijam w stronę Uchańki gdzie znajduje się kopiec usypany w miejscu dowodzenia przez Tadeusza Kościuszkę bitwy pod Dubienką upamiętniający to wydarzenie i samego Kościuszkę. Tutaj sporo tablic informujących o historii tego miejsca. Na 65 kilometrze dzisiejszej trasy Dubienka, którą pamiętam z przewodnika z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia który mam gdzieś w domu, a w której mam nadzieję zobaczyć coś fajnego i może pożywić się czymś ciepłym. Niestety z ciepłego posiłku nici, nie ma gdzie, nie ma co. Jest tylko czołg i armata, dosyć zabytkowy aczkolwiek nadszarpnięty zębem czasu budynek Urzędu Gminy i to wszystko co mnie zainteresowało. Ruszam dalej by znaleźć fajne miejsce do zjedzenia czegoś nie na ciepło :-(. Na wylocie z miasteczka zalew z plażą, ławeczkami i kąpieliskiem. Dziś nie ma upału jaki towarzyszył mi w poprzednich dniach, dlatego tutaj pusto, choć nie do końca. Przy jednym stoliczku siedzi trójka ratowników, dziś bezrobotnych. Wygląda na to że musi tu bywać sporo kąpiących w upalne dni. Posilam się swoimi zapasami i ruszam dalej. W Bereżnicy punkt widokowy na Bug. Blisko więc podjeżdżam zobaczyć widok. Są nawet wędkarze czyli spoko tu. Dalej wjeżdżam w Strzelecki Park Krajobrazowy i pierwszy w nim punkt którym jest Kopiec Unii Horodelskiej tuż przed Horodłem. Fajne miejsce na biwaczek, no ale dopiero siedemnasta więc trzeba jeszcze nieco popedałować. Chwila w Horodle na zdjęcia ciekawych miejsc i słupem granicznym na wysokim nadburzańskim brzegu na miejscu starego grodziska z pilnującym go sympatycznym, łaszącym się do mnie kocurkiem :-). Odjeżdżam a pięć minut dalej znowu tablica z informacją o Pozostałości Zespołu Dworskiego „Wieniawka”, który okazuje się kolejnym na trasie zabytkiem – niewypałem. Resztki murowanego dworu i słabo wyjeżdżona aleja pomiędzy starymi drzewami prowadząca donikąd i tyle. Chyba nie będę już zwracał uwagi na specyficzne niebieskie tablice. Kręcę dalej podjeżdżając pod jeszcze jeden słup graniczny naprzeciw którego po raz pierwszy dostrzegam słup po drugiej stronie Bugu. Ukraiński. Szukam noclegu przy ludziach. Dla podładowania akumulatorów. Jest miejscowość Łuszków, trzy i pół kilometra przed najbardziej na wschód wysuniętym punktem Polski, jest chłopek przed domem, na oko z czterdzieści lat. Pytam czy nie miałby nic przeciwko bym zanocował obok jego obejścia. Gość mówi że musi zapytać mamy. No i mama się nie zgodziła. Jadę z trzysta metrów dalej. Ostatnie zabudowania. Pani karmiąca kurki i kaczuchy. To samo pytanie i jest zgoda bym został obok płotu na niczyjej łączce, w linii prostej niespełna trzysta metrów od Bugu i granicy. Znów się zastanawiam czy będą nocne odwiedziny pograniczników a pani zabiera moje powerbanki by doładowały się do rana. Super. Przejechane 95 km.