Geoblog.pl    piti628    Podróże    Dziewięć dni rowerkiem z Białegostoku do Przemyśla (813 km.)    Dzień 6 pod Zamość
Zwiń mapę
2026
20
sie

Dzień 6 pod Zamość

 
Polska
Polska, Jarosławiec
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 373 km
 
Nocka spokojna bez żadnych odwiedzin, poranek słoneczny tylko znowu wietrzny. Pakuję się i gdy jestem gotów do drogi pojawia się pani z powerbankami i propozycją porannej kawki lub herbatki. Jest też słodka bułeczka, a podczas jej konsumpcji kilku minutowy opad deszczu i ponownie pogodne niebo. Dziękuję zatem za gościnę i ruszam w dalszą drogę. Punkt pierwszy to oczywiście najbardziej na wschód wysunięty punkt Polski. Muszę wjechać w polną drogę zgodnie z tabliczką informującą o ważnym miejscu turystycznym. Szkoda że na tych tabliczkach mało gdzie podana jest odległość do polecanego miejsca. Gdyby było podane, pewnie niejednokrotnie zrezygnowałbym z dojazdu. Tu jednak chcę dojechać mimo że już w nim byłem prawie dwadzieścia lat temu – kajakiem. Mam nawet dyplom bytności w tym miejscu :-). Jadę około 1,5 km.i nim dojeżdżam do celu zostaję zatrzymany przez łączony męsko żeński patrol policyjno – pograniczny. Zostaję spisany i pouczony o konieczności zgłaszania swojej obecności w strefie przygranicznej. Uff, akurat dziś, kiedy to mam zamiar odbić od granicy i ruszyć na zachód w stronę Zamościa. Na ten sam zachód z którego wiało mi podczas podróży kajakiem, a na rowerze ten sam wiatr również nie pomaga. Eh. No cóż. Kilka zdjęć w turystycznym punkcie i odjazd. Obok przejścia granicznego w Zosinie. Tutaj znowu kolejka do wjazdu na Ukrainę, tym razem busów. Jadę przez pola z których wiatr chce mnie zdmuchnąć. Chcę ominąć główną drogę prowadzącą do granicy by po dziesięciu kilometrach dojechać do Strzyżowa z Pałacem Lubomirskich i stawem Morskie Oko. No niestety akurat wysuszony bo trwają prace budowlane w jego otoczeniu i dnie. Szkoda bo wygląda że tu ładnie może być. Jadę dalej główną drogą mijając Husynne, a gdy w bok odbija druga, równoległa droga po której nie jeżdżą auta jestem zadowolony i rozluźniony. To tylko do momentu gdy droga nagle kończy się przed normalnym polem. Najpierw jakaś łąka za nią pole, jakieś sto metrów do normalnej drogi. Muszę przepchać rowerek. Daję radę i wpadam w wydzieloną dla rowerów drogę, którą dojeżdżam do Hrubieszowa oddalając się powoli od granicy. Krótki objazd po miasteczku które odwiedzałem już kiedyś, obowiązkowa Biedronka i przerwa na loda, bo na obiad jest za wcześnie no i dalej na zachód. W sumie cztery razy przejeżdżam nad rzeczką Huczwa, którą kiedyś płynąłem co wydaje mi się raczej wyczynem oglądając jak obecnie rzeka wygląda pod mijanymi mostami. No ale to było dwie dekady temu. Po trzydziestu pięciu kilometrach przejechanych dzisiaj, miejscowość Podhorce z tablicą o cmentarzu z I wojny światowej. Tablica w eleganckim stanie a cmentarz to raczej obiekt za stan którego właściwe władze powinny się wstydzić. Kilkanaście pordzewiałych, nieczytelnych tabliczek ledwo widocznych w zaroślach i trawie po kolana. Chyba lepiej by było gdyby tablica informująca o takim miejscu zniknęła :-( Jadąc dalej po lewej w oddali widać zabudowania jakiegoś ogromnego kombinatu? Okazuje się że to ogromny Elewator zbożowy w Werbkowicach. Dalej w drodze spotykam cmentarz unicki w Peresołowicach – nekropolia utworzona na potrzeby miejscowej ludności Unickej na przełomie XVIII i XIX w., użytkowana do połowy XIX w. Do chwili obecnej zachowały się tylko 3 kamienne nagrobki z polskimi napisami sprzed dwustu lat, a ja jadę do miejscowości Zawałów by zaświecić świeczkę śp. Lesławowi Fladze – wieloletniemu komandorowi bardzo przyjemnych spływów po Bugu i jego dopływach po obu stronach granicy. Ja brałem w nich udział zapoznawczo w 2006 roku i w 2007 w którym po zakończeniu wspólnego spływu, popłynąłem dalej po przekątnej aż do Świnoujścia i pod Międzyzdroje. 1300 km. Droga prowadzi mnie znowu przez pola, różnymi ścieżkami w coraz większym upale i wietrze. Na niebie tworzą się burzowe chmury, nie wiem kiedy mnie dopadną. O 15,30 docieram na cmentarz, trochę trwa nim odnajduję rodzinny grobowiec rodziny Flaga. Mam wkład do znicza, ale nie mam czym odpalić, a ten wiatr i tak chyba nie pozwolił by mi zapalić znicza. W oddali widzę jedynych ludzi którzy akurat wychodzą z cmentarza. Gonię jakieś pięćdziesiąt metrów i pytam czy mocno się spieszą, czy może mogliby pożyczyć jakąś zapalarkę. Życzliwy pan udostępnia mi dość profesjonalną zapalarkę, którą udaje mi się odpalić wkład. Mam nadzieję że mimo wiatru dopali się do końca. Zwracam "narzędzie ogniotwórcze" rozmawiając z miłym Państwem co tu robię i skąd się wziąłem. Jest zaciekawienie z ich strony, ale każde z nas ma swoje plany na dalszy ciąg dnia, więc musimy się pożegnać. Na cmentarz już nie wchodzę, chwila odpoczynku obok, posilam się i dalej w drogę. Za mną sześćdziesiąt kilometrów. Muszę chwilę popedałować na Drodze Krajowej 74 i jak widzę wprost na deszczowe, ciężkie chmury. Jest tu dosyć płasko, więc widzę co dzieje się daleko. Wyraźne ślady, że nad Zamościem już leje. Odbijam w lewo, na Niewirków, a tutaj wiatr chce mnie zdmuchnąć z drogi. Ale chociaż przede mną czyste niebo, może uda się ominąć ten deszcz. Cisnę ostro ale łapie mnie kilka kropel, na szczęście tylko kilka i jestem już poza strefą deszczu. Super. W nagrodę odbijam z obranej trasy by po pokonaniu dwa i pół kilometrowego wzniesienia dotrzeć pod potężny – robiący spore wrażenie - Pomnik Chwały Kawalerii i Artylerii Konnej. Dosyć nowy to pomnik choć z długą historią powstania. Pomnik upamiętniający Bitwę pod Komarowem w 1920 roku w miejscowości Wolica Sniatycka. Rozległy widok się stąd rozlega, no ale nie bardzo jest się gdzie ukryć by przenocować. Już prawie osiemnasta. Zjeżdżam z górki i przez Boży Dar dojeżdżam do ostatniej miejscowości, będącej prawie przedmieściem Zamościa z wieloma nowo powstałymi domami – to Jarosławiec. Powinienem tutaj zanocować. Droga wzdłuż której stoją dom obok domu, ale za domami rozległe pola. Przy jednym z budynków stoi chłopek, pytam czy nie miałby nic przeciwko, bym zanocował za jego gospodarstwem? Odpowiada nie, więc się ucieszyłem, ale okazuje że jego nie, oznacza że nie mogę. No cóż, jadę dalej spotykając pana spacerującego z panią z pieskiem. Pytam czy nie wiedzą gdzie mógłbym tu rozbić namiot i nie być przez nikogo przegonionym. Pani szybko się zawija mówiąc, że nie wie o takim miejscu. Pan za to proponuje mi miejsce w swoim, nieco zaniedbanym sadzie z drzewkami owocowymi. Widzę tu miejsce pod swój namiot, zostaję. Pan zabiera do domu moje powery do podładowania, po czym wraca oferując mi ładniejsze miejsce obok domu. Jestem już rozpakowany, zostaję w sadzie i jest ok. I tak aż do rana :-). Za mną dzisiaj 85 km.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (28)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
! Komentarze moga dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy
 
piti628
Kowboj
zwiedził 20.5% świata (41 państw)
Zasoby: 1885 wpisów1885 18 komentarzy18 13641 zdjęć13641 0 plików multimedialnych0