Wstaję w cieniu jabłonek i zwijam się powoli. Słonko już działa. Odwiedza mnie gospodarz ze słowami że nie wyobraża sobie że odjadę bez śniadania. Nie mogę odmówić i tylko żal że chwilę wcześniej wrzuciłem już w siebie bułeczkę. Pan zaprasza do domu a tam żona krząta się przygotowując pyszne kanapki z wędliną, żółtym serkiem i swojskimi nie pryskanymi pomidorkami. Żałuję że jestem już po śniadaniu, ale z grzeczności zjadam jeszcze dwie kromeczki. Chwila rozmowy o życiu i ruszam, choć gospodarz nie ustaje w namawianiu mnie na kolejne kanapki. Gdy jestem już gotów do odjazdu, przypomina sobie że chce mi dać pomidorków na drogę. Z racji ograniczonej pojemności bagażowej, proszę o co najwyżej jednego, może dwa pomidorki, a gospodyni przynosi mi reklamówkę z dwoma kilogramami. Odmowa nie dopuszczalna ;-). Serdeczne dzięki, no to teraz będę jadł pomidorki do każdego posiłku a nie jednego na dzień jak do tej pory:-). Po ósmej ruszam do Zamościa i po przejechaniu dziesięciu kilometrów jestem już w centrum starego miasta. Pod Pałacem Zamoyskich sporo żołnierzy i wojskowych pojazdów. Dowiaduję się że szykuje się dzisiaj pokaz 18 Zamojskiego Pułku Przeciwlotniczego. Na rynku również sporo wojska i zagrodzone taśmami strefy ograniczonego ruchu. Robię kilka zdjęć, objeżdżam to stare miasto i jadę w stronę jednostki wojskowej w której rozpocząłem swoją służbę wojskową w styczniu 1989 roku. Wtedy to był TSWL (Techniczna Szkoła Wojsk Lotniczych). Dziś większość terenu który zajmowała moja jednostka jest przekształcony w osiedle mieszkaniowe i zamieszkany przez cywili, a tylko fragment jest jednostką wojskową i to chyba tą która dzisiaj świętuje na rynku. Robię sobie zdjęcie pod pomnikiem samolotu znajdującego się przed byłą bramą jednostki no i ruszam w stronę Szczebrzeszyna. Dosyć fajna droga która po kilkunastu kilometrach ponownie łączy się ze szlakiem Green Velo. Szczebrzeszyn osiągam na czterdziestym kilometrze. Ogarniam miejscową Biedronkę, a później jadę na rynek porobić sobie zdjęcia ze słynnym chrząszczem co to brzmi w szczebrzeszyńskiej trzcinie :-). Kolejka do zdjęć jest, ale udaje się. Są też budki z lodami i drewniane leżaki. Robię sobie przerwę na loda na leżaku podczas której podchodzi do mnie gość z zapytaniem jak długą trasę robię, bo on kilka lat temu w czasie 36 dni objechał całą Polskę rowerem. Nieźle. Gratuluję. Jadę jeszcze pod figurkę chrząszcza nad Wieprzem i dalej, do Roztoczańskiego Parku Narodowego.