Mimo zapowiedzi rekordowych temperatur w ten weekend i alertów RCB w tej właśnie sprawie, korzystając z okazji podwózki gdzieś nad Pilicę, postanowiłem skorzystać i podjechać do Maluszyna w piątkowe popołudnie. I tak już o siedemnastej jestem na plaży w Maluszynie, biegnę zobaczyć jak wygląda dzisiaj oddalony o 150 metrów próg, który od lat z powodu hydrologicznej suszy robi się coraz wyższy, (dziś różnica poziomów na oko ma blisko pół metra) wolałbym nie skakać z niego na moim wyprawowym, zapakowanym na dwudniową wycieczkę kajaku. Dlatego szybko ruszam na najkrótszy w mojej karierze, bo właśnie 150 metrowy spływ – do jazu :-). Tam przyjazna młodzież zażywa uroków słonka i płynącej wody. Korzystają w czystym i zadbanym z ładnie wykoszoną trawką miejscu do którego docierają tylko najwytrwalsi. Tacy jak np. ja w ubiegłym roku – rowerem ;-). Do wieczora leżę sobie pod jedynym krzaczkiem dającym odrobinę cienia. Młodzież powoli się zawija, przelotni wędkarze też, zostaję sobie sam, i mogę spokojnie odpoczywać do rana